Najważniejsza syngaleska legenda (Syngalezi stanowią większość mieszkańców dzisiejszej Sri Lanki) opowiada historię narodzin ich ludu.
W czasach, gdy na ziemi panowali królowie i książęta, a najważniejszą cechą ludzkiego charakteru była duma, w północnych Indiach żyła księżniczka, która przynosiła swym rodzicom jedynie strapienia i smutek. Jej uroda przyciągała wielu młodzieńców, którzy pragnęli ją zdobyć. Nie z miłości, lecz dla samej chęci zaspokojenia swych żądz. Chcieli ją posiąść i porzucić. Młoda bengalska królewna nie rozumiała tego i pozwalała się wykorzystywać kolejnym adoratorom.
W końcu cierpliwość zrozpaczonych rodziców sięgnęła kresu i jedyne co mogli zrobić, prócz wydania wyroku śmierci na córkę, to wypędzić ją z krainy. Wyrzucić z królestwa, z serc i zapomnieć o jej istnieniu. Być może, tłumaczyli sobie, gdy patrzyli za odchodzącą dziewczyną, kiedyś zrozumie swe błędy i naprawi wyrządzoną rodzinie krzywdę. A jak bogowie dadzą, to może wróci do niej utracona cześć i skalana królewskość.
Po wielomiesięcznej podróży po dżungli, księżniczka natrafiła na grupę podróżnych atakowanych przez lwa. Gdy ogromne zwierzę rzucało się na pierwszą ofiarę, młoda kobieta krzyknęła na niego i zwróciła na siebie uwagę oszalałej bestii, ratując jednocześnie przerażonego starca. Gdy wzrok księżniczki, pięknej mimo trudów pieszej wędrówki i rozzłoszczonego lwa spotkały się, nastąpiła niespodziewana zmiana. Jakby niebo rozwarło się pod obojgiem, a ziemia osunęła się im spod stóp. W jednej sekundzie zwierzę, król dżungli, pan żyjących w niej istot, zakochał się w ludzkiej kobiecie. Porwał ją do swej siedziby na niedostępnej wyspie. Z ich związku zrodzili się pierwsi Syngalezi. Potomkowie królewskiego rodu. Ludzie o dumie wysoko urodzonych i zwierzęcej sile. Bogowie otoczyli opieką syngaleski ród, pozwalając wziąć we władanie całą wyspę.
Jednak po wiekach, być może za sprawą magii, boskiej siły, czy genetycznych zawirowań, los Syngalezów odmienił się. Na wyspę dotarli biali. Najpierw Portugalczycy, później Holendrzy, a w końcu Anglicy. Zaczęli podbijać ziemię, wypalając prochem niezniszczalne znamię w naturze. Bogowie postanowili zejść z oczu ludzkiemu gatunkowi raz na zawsze i umknęli, przeradzając się w dusze drzew, kwiatów, gór, zwierząt i wiatrów. Od tego czasu, zaczęło się wieść Syngalezom coraz ciężej. Nastał XX wiek. Rozpętała się wojna domowa. Europejczycy uciekli z wyspy. Miejscową ludność pozostawiono samą sobie.
I taka właśnie jest Sri Lanka. Z jednej strony boskie krajobrazy, które sprawiają wrażenie namalowanych przez niewidzialną, nadprzyrodzoną dłoń, a z drugiej straszliwa bieda, wyciskająca z ludzi chęci do życia. Łatwo tutaj o zachwyt, tajemniczość, uczucie boskiej obecności. Jednak równie łatwo o wybuchy bomb na ulicach, dźwięk strzałów i płacz dzieci.
Jeśli chrześcijański Bóg mógłby stworzyć gdziekolwiek na ziemi raj, to właśnie tutaj. Jednak znowu historia się powtarza. Gdzie dobro, tam i zło. Gdzie piękno, tam i brzydota. Gdzie bogactwo, tam i ubóstwo. Gdzie Sri, tam i Lanka.
tekst i zdjęcia Michał Futyra