Trybuna otwarta > Okiem studenta

Humor Foto Grafika

Get Adobe Flash player


Pracowity jak student

Studia, ach studia... Nieskrępowana wolność, nowe znajomości, uniezależnienie do rodziców. Właśnie te myśli krążyły po głowie, gdy błąkaliśmy się po ciemnych korytarzach liceum i "wydobywaliśmy" więdzę z czeluści nauczycielskich umysłów. Pragnęliśmy opuścić nasze rodzinne miasto, nie wiedząc nawet jakie trudności przyniesie nam egzystencja w nowej "małej ojczyźnie". I tak losowaliśmy między Krakowami, Warszawkami, Wrockami, Rzeszówkami. Aż w końcu nadszedł moment wyjazdu.
 
Jest pięknie – pakujemy do samochodu ojca co tylko się da. Dziesięcioletni Peugeot 206 o małych gabarytach pęka w szwach, a resory uginają się pod ciężarem komputera, książek, płyt, talerzy i wielu innych zupełnie niepotrzebnych rzeczy. Jakoś wcale nam nie żal – jedziemy w nieznany imprezowy raj, gdzie butelka piwa sama się napełnia, a naczynia nigdy się nie brudzą. Nauka? Skądże. Może przeczytamy jakieś notatki bliżej końca semestru. I tak na pewno uda się wszystko zaliczyć! W tej błogiej nieświadomości wsiadamy w auto i z uśmiechem na ustach w końcu wyruszamy. Gdy po nie lada drogowych przejściach, docieramy na miejsce, zaczyna się pierwszy problem. Te ciężkie niepotrzebne rzeczy, które w napadzie szału pakowaliśmy wcześniej trzeba wynieść na drugie piętro. To zajęcie nie dla nas. Wszak w wieku lat dziewiętnastu też można przeziębić korzonki lub zachorować na zapalenie stawów. Choroba nie wybiera... Ojciec też nie jest skory do pomocy. Ale jednak nie! Honor nam nie pozwala... W pocie czoła targamy nasze bagaże na górę. Pierwsze otwarcie drzwi do mieszkania, przeżywamy niczym nową promocję w Media Markt. Z jedną małą różnicą – do mieszkania wchodzimy powoli, majestatycznie, pewni siebie, dumni z nowego przybytku, który niebawem przemieni się w istną melinę z porozrzucanymi butelkami na podłodze. Butelkami po sokach oczywiście. Ok, wchodzimy. Oto pokój. Jedynka. Wyśniona i wymarzona. Gdzieniegdzie ubytki w meblach, tapetach. Okno też się nie domyka. Co z tego? Później i tak będzie gorzej. Szafa – ta to dopiero miała przygody. Do wiadomości ogólnej: mieszkanie otrzymaliśmy w spadku po "studentach – starszakach". No i wszystko jasne... Kuchnia, łazienka (tynk odpada z sufitu, trudno), przedpokój. Nawet nieźle.
 
Potem nadchodzi chyba najwspanialszy moment. Ojciec odpala Peugeota i jedzie w swoją stronę. Jesteśmy wolni. Trzeba się tylko jeszcze rozpakować. To zajmuje nam minimum tydzień. Po co się spieszyć? Przecież będziemy mieszkać tu przez najbliższy rok, czasu będzie aż nadto. Uspokojeni i zadowoleni możemy w końcu zająć się wydawaniem pieniędzy. Czy bezmyślnym? Oczywiście że nie. W delikatesach "Centrum", pochałaniamy z półek tylko napotrzebniejsze rzeczy. Piwo oczywiście zajmuje pierwsze miejsce. Kupujemy jeszcze piłkę dmuchaną (nikogo przecież jeszcze w mieście nie znamy, a ta zapewni nam rozrywkę), kadzidełka oraz nadwyżkę jedzenia które następnie zgnije nam w lodówce. Jeszcze jedno ! Namiętnie przeglądamy oferty operatorów internetowych – bez sieci jak bez ręki, chyba każdy o tym wie. Oprócz tego czekają na nas miliony, a może nawet tysiące zaproszeń na Naszej Klasie! Wybieramy najdroższą ofertę, internet musi przecież działać szybko. Wszystko w niecnym celu przeglądania śmiesznych filmików na Youtube.com. Jeszcze rachunki – prąd, woda i gaz. Czym mamy się przejmować? Jesteśmy milionerami. Przynajmniej na początku miesiąca.
 
Schody zaczynają się w połowie miesiąca, no może pod jego koniec. Z przerażeniem wypatrujemy w portfelu banktnotów z Mieszkiem I na czele. O Władysławie Jagielle nawet nie myślimy. Jak na złość – albo ich nie ma, albo jest ich żałosna ilość. O dodatkowe pieniądze już przecież rodziców prosiliśmy. Więc... z wielkim niesmakiem i niechęcią zaczynamy szukać pracy... dodatkowej. Otwieramy gazetę. Dużo ofert jak na Polskę, ale żadna nam nie pasuje. Magazynier – nie, barman – nie, roznosiciel ulotek – nie, nie, nie. Wykładowca? Brzmi kusząco. Tylko co robi obok nazwa Real? Musimy to sprawdzić. Na miejscu okazuje się, że będziemy wykładać chemię. Brawo! Coś nareszcie się udało. I za jakie pieniądze! Aż tu nagle nadchodzi oddech bolesnej rzeczywistości. Otoczeni inteligentnym porszkiem Omo, płynem Lenor, super – miękkim papierem toaletowym Fox, bawimy się w wykładowcę. Szkoda tylko, że nie na uczelni. Dopiero później nauczeni doświadczeniem, kolekcjonujemy pieczałowicie Władysławów Jagiełłów, Kazimierzów Wielkich, a może czasem nawet Zygmuntów I Starych? I w końcu nie kupujemy bezsensownych dmuchanych piłek i kadzidełek. Czasem można się bez nich obejść.
 
Jednak są tacy co pozostają wykładowcami nadal... Przedkładając to nad karierę radiowca czy fotografa. Twierdzą, że zajęcie to niemęczące, przyjemne i rozluźniające (kto lubi zapach proszku do prania ten wie) A gdy ktoś zapyta: gdzie pracujesz? W pełni zachowaną dumą osoba taka może odpowiedzieć: "realnie wykładam chemię". Zapewniam, że samoocena w jednym momencie ulegnie poprawie, a i do studenckiego portfela co nieco też wpadnie...
 
Artur Gaweł

Komentarze
Logowanie
Ogłoszenia uczelni
Imprezy

Zgłoś temat



Coś widziałeś, coś Cię interesuje, chcesz żebyśmy o tym napisali?

Napisz do nas
redakcja@studentcafe.pl

Rozkład jazdy

Jeżeli chcesz zamieścić tutaj swoją ofertę skontaktuj się z nami: redakcja@studentcafe.pl

http://www.wieczernik.rzeszow.pl
http://www.trip-trick.pl
http://www.rzeszow.aiesec.pl
http://www.ebusy.pl
Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie
Adres: ul. Sucharskiego 2, 35-225 Rzeszów, fax: +48 17 866 12 22 e-mail: wsiz@wsiz.rzeszow.pl
Wszelkie Prawa Zastrzeżone, Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie © 2008