„Wyruszamy w kosmos, przygotowani na wszystko, to znaczy, na samotność, na walkę, męczeństwo i śmierć. Ze skromności nie wypowiadamy tego głośno, ale myślimy sobie czasem, że jesteśmy wspaniali. Tymczasem, tymczasem to nie wszystko, a nasza gotowość okazuje się pozą. Wcale nie chcemy zdobywać kosmosu, chcemy tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic. Jedne planety mają być pustynne jak Sahara, inne lodowate jak biegun albo tropikalne jak dżungla brazylijska. Jesteśmy humanitarni i szlachetni, nie chcemy podbijać innych ras, chcemy tylko przekazać im nasze wartości i w zamian przejąć ich dziedzictwo. Mamy się za rycerzy świętego Kontaktu. To drugi fałsz. Nie szukamy nikogo oprócz ludzi. Nie potrzeba nam innych światów. Potrzeba nam luster. Nie wiemy, co począć z innymi światami. Wystarczy ten jeden, a już się nim dławimy.” – „Solaris” Stanisław Lem
Postmodernizm wita! Dziewięć lat temu aż chciało się krzyczeć ze szczęścia. Społeczeństwo dumnie wkraczało na otwarte, niezbadane wody XXI wieku. Pławiono się w wyidealizowanym świecie prosto z gatunku science ficion, z tym, że wszystko to było bardziej fiction, niż science. Nikt nie przypuszczał, że społeczeństwo zostanie wysycone z wszystkiego co ludzkie. Można by pokusić się o hipotezę, że im głębiej zapadamy w technologiczny letarg, tym płytsze są nasze uczucia. Wszystko coraz mocniej i mocniej zaczyna opierać się na idei „szlacheckiego łowcy”. Im więcej pieniędzy, tym większa szansa, że zdobycz do domu trafi. Nieważne czym ta zdobycz jest.
W dzisiejszych czasach kupujemy wszystko: od towarów zaspokajających fundamentalne potrzeby piramidy Maslowa, przez ich pochodne, aż po te najwyższego rzędu. XXI wiek triumfuje w mnogości społecznych grzechów i tutaj żadne „nie mów fałszywego świadectwa” i „nie cudzołóż” nie pomoże. Ludzie przyzwyczaili się do wygody i nie zamierzają tego zmieniać. Niedługo nie będziemy pytać „Czy mnie pokochasz?” tylko „Za ile to zrobisz?”. Skończy się świat romantyzmu, prawdy i górnolotnych idei, a ludzie przestaną potrzebować drugiego człowieka.
Stoimy na skraju niebezpiecznej przepaści, która nieodwracalnie może zmienić bieg historii. Uczucia do drugiego człowieka stają się nową chorobą cywilizacyjną, stanowiącą niesamowite ryzyko dla jednostek prokonformistycznych. Dziś, o wiele łatwiej jest kupić miłość niż pokochać samemu. Dziś nie liczą się egzaminy, tylko zasobność portfela rodziców. Dziś nie mają znaczenia kwalifikacje, tylko kontakty i układy. Dziś jest wystarczająco przerażające i aż strach pomyśleć, jakie będzie jutro?
Paulina Pasławska