Jakiś czas temu wybrałam się w polskie góry, aby odpocząć. Gdy dotarłam do Krynicy Zdrój zainteresował mnie budynek zwany pijalnią wód. Bez wahania weszłam do środka. Głównie ze względu na niską temperaturę na zewnątrz.
Zdziwiłam się, gdy ujrzałam w środku dwudziestometrową kolejkę ludzi, którzy ustawiają się, by kupić wodę! Okazało się, że każda miała swoje cudowne właściwości. A do tego wszystkiego 300ml kosztowało w okolicach dwóch złotych. Cóż zdrowie nie ma swojej ceny… Nikt zapewne nie rozumiał, z czego wynika zafascynowanie wodą, dopóki nie spróbował. Każda z wód miała swój specyficzny smak. Jedna z nich przypominała zapach ulatniający się z pobliskiej oczyszczalni ścieków (do dziś mam dreszcze jak pomyśle o jej smaku…), reszty bałam się próbować. Ta sytuacja dała mi jednak do myślenia w kwestiach cudownego uzdrawiania za pieniądze.
Warto się zastanowić, do jakich poświęceń ludzie są zdolni, jeżeli chodzi o zdrowie. Oczywiście, picie tych wód zapewne pomaga i tu nie podważam badań naukowych, ale nie możemy oczekiwać zbyt wiele po jednym kubku wody...
Przypomniał mi się także pewien program telewizyjny i myślę, że nie tylko ja pamiętam mężczyznę, który miał ręce, które leczą. Znam osobiście osoby, które korzystają z ziół, które oczywiście leczą wszystkie możliwe schorzenia. Cena takich ziółek mieści się w granicach 250 złotych za niewielką ilość, a rezultatów żadnych nie ma.
Woda leczy, zioła leczą, ręce leczą i co jeszcze? Powiedzmy sobie szczerze, że ludzie, już chyba w swej naturze, są niezwykle naiwni i ślepo wierzą w rzeczy mało prawdopodobne. Morał z tej historii taki, by uważać na to, aby któregoś dnia nie obudzić się starym schorowanym, a do tego z pustym portfelem.
Izabela Maciejak