W przyszłym roku akademickim ze WSIiZ znikną indeksy. Mała zielona książeczka przestanie być symbolem studenta, a brak podpisu wykładowcy nie będzie spędzał nam już snu z powiek. Wszystko dzięki prężnie działającej Wirtualnej Uczelni, która i tak już dawno wzięła górę nad indeksami, a ostatecznie doprowadziła do ich zniesienia.
Genialny w swej prostocie pomysł władz uczelni zaoszczędzi studentom godzin wpatrywania się z utęsknieniem w drzwi katedry, w których miał przecież pojawić się wykładowca, by zasiąść przy swoim biurku i złożyć w indeksie swój podpis. Zaoszczędzi to też nerwów wykładowcom uwalniając ich od ciągłej obawy, że wszędzie, ale to wszędzie, za każdym rogiem czai się student, któremu brakuje tego jednego, jedynego wpisu.
Wreszcie ktoś pomyślał o pozbyciu się tego co niepotrzebne i co dawno już swojej funkcji nie spełnia i jedynie utrudnia życie studentów. Chociaż może to godzić w odwieczną tradycję uniwersytecką, bo indeks to od dawna nieodłączny atrybut żaka. Dzięki zniesieniu indeksów możemy stwierdzić, że WSIiZ dba o studenta, bo oszczędza mu czasu, a czas to przecież pieniądz…a czesne płacić trzeba. Zysk jest zatem obopólny.
Barbara Puchała