view counter

Wielkie wyprawy, wielkich ludzi

Marek Janas – alpinista, himalaista, podróżnik. Pytany o wiek mówi: „o wiele za dużo. 74 lata. Według statystyk już przed pięciu laty powinienem zostać złomowany”.

Marek JanasSTUDENTCAFE: Na początek, może małe wyjaśnienie. Dlaczego uśmiecha się Pan na stwierdzenie, że odbył Pan wielką wyprawę?
Marek Janas: Moja próżność czuje się mile połechtana tym, że zostałem zakwalifikowany do wielkich podróżników. Ja jestem staromodny i za moich czasów wyprawa to by było trzystu tragarzy i marsz w karawanie przez długie dnie i noce. Natomiast ten mój wyjazd… ja to nazywam eskapadą po prostu. Chociaż nieraz czytamy w prasie, że miała miejsce wyprawa polskich alpinistów na Mount Blanc – więc w takim razie, to i moja podróż może być nazwana wyprawą.

S: Co Pana skłoniło do tej eskapady, do Południowej Afryki?
M.J.: Szukam ciekawych miejsc, a Afryka, rejony Namibii są niezwykle interesujące. Dla mnie istnieją trzy powody, dla których miejsca są warte zwiedzania: geografia, ciekawi ludzie oraz zabytki. Te trzy składniki idealnie spełnia właśnie Azja. Jeśli jednak chodzi o Afrykę, zwłaszcza o tę „Czarną Afrykę”, to tam zabytki praktycznie nie występują. Natomiast, co do natury i geografii, to Namibia i Botswana ze względu na deltę wewnętrzną, suche jeziora są fenomenami – rzadkimi fenomenami natury. Również tamtejsza ludność to jedna wielka historia. To przecież kolebka całej ludzkości i nasi praprzodkowie.

S: Czy podczas podróży przydarzyła się Panu jakaś zabawna lub przerażająca przygoda?
M.J.: Szczerze mówiąc, to był jeden z takich zupełnie bezkonfliktowych wyjazdów. Może nie tyle przerażający, co przygnębiający był pobyt w Johanesburgu, gdzie chodząc po ulicach byliśmy jedynymi białymi ludźmi, którzy szli piechotą. Kiedy biały człowiek przejeżdżał ulicą i zbliżał się do swojego domu to otwierał bramę tylko wtedy, gdy widział, że nie zbliża się w tym samym czasie nikt z naprzeciwka kto by mógł wykorzystać otwarcie bramy i wślizgnąć się do domu. Chwila nieuwagi i może skończyć się tragedią. Bogate domy mają już zabezpieczenia jednak przy tych biedniejszych widać tylko druty kolczaste i tabliczki typu: „będę strzelał bez ostrzeżenia”.

S: Z Pana wyznań wiemy, że jako pierwszy i chyba jedyny człowiek na Świecie na szczycie ośmiotysięcznika Gasherbrum II, zdjął koszulkę i został półnagi. Co Pan czuł wtedy?
M.J.: Po pierwsze była piękna pogoda… to była taka euforia, że weszło się nareszcie, przestało się zipać i już nie trzeba dalej i wyżej iść. Człowiek jest wtedy taki szczęśliwy. Akurat wtedy wiatr zanikł zupełnie i było cieplutko. Potem dodawałem do tego ideologię: ponieważ byliśmy tam jako „lejdis” – występowałem jako osłona damskiej wyprawy – więc pokazałem się topless.

S: Czy jest pan spełniony w życiu, czy czuje Pan jednak niedosyt i zew tych niezdobytych gór?
M.J.: Jeżeli czuję niedosyt to z wielu powodów, nie tylko niezdobytych szczytów. Ja nie mam przerostu ambicji – może nawet mam jej zbyt mało, dlatego w pewnych momentach, kiedy wiedziałem, że będzie za duże ryzyko, czy po prostu będzie niezbyt ciekawie, to bardzo często po prostu się wycofywałem.

Fot: archiwum Marka Janasa

Dodaj nową odpowiedź

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.
  • Możesz umieszczać filmy używając składni: [video:adres_do_filmu]

Więcej informacji na temat formatowania

CAPTCHA
Musisz wpisać słowa widoczne poniżej. To taki test sprawdzający czy nie jesteś robotem internetowym, pomagasz tym samym digitalizować książki. Uwaga! Wielkość liter ma znaczenie.

Reklama