Mniej więcej 10 września minie rok od uruchomienia usługi miejskich rowerów RoweRes w Rzeszowie. To dość czasu by móc zrobić niewielką analizę tej jakże zacnej idei. Jak sprawdza się usługa odpłatnej jazdy bicyklami?
Taki szmat czasu wystarczy też, żeby jednoślady wyglądały nieciekawie, a tak właśnie jest, ale zacznijmy od początku.
RoweRes to usługa operatora WiM System i broń boże nie myślcie, że za rowerami stoi ratusz - nic z tych rzeczy. Usługa została uruchomiona we wrześniu 2010 roku - co jest trochę dziwnym terminem na wprowadzanie takiego projektu. Pomysł wielce ambitny i pożyteczny, bo nie każdego stać na kupno nowego roweru i właśnie do takiego odbiorcy kierowana jest usługa. Koszt takiej przyjemności, to wg oficjalnego cennika 20zł za ofertę uczniowską (w tym studenci), podstawową - 50zł, standardową - 100zł, maksymalną 200zł, gdzie w każdej ofercie wliczona jest kaucja, kolejno: 10, 30, 20 i 10zł oraz 15 minut gratis (raz na dzień) i w ofercie maksymalnej możliwość wypożyczenia dwóch rowerów. Za każde 15 minut płacimy 50 groszy, ale tylko w pierwszej godzinie, bo druga rozpoczęta godzina kosztuje nas 1,5zł, a trzecia i kolejna - 3,0zł. Opłaty są niewielkie, ale system ich naliczania jest co najmniej dziwny - powinniśmy jeździć tylko godzinę, gdybyśmy chcieli oszczędzić? Co gdy trzeba gdzieś dojechać, zostawiając na chwilę rower? Czas leci, a rower nie jest niczym zabezpieczony więc i kradzież staje się kolejnym problemem. Niby wszystko jest w porządku, bo roweru ciężko nie poznać, ale kto by go nie ukradł - kradzież idzie na nasze konto. To z kolei zostaje obciążone kwotą 1540zł - dość absurdalną kwotą, dlaczego? Absurd tkwi w tym, że te pojazdy nie są warte 1540zł.
Do dyspozycji mamy wygodne siodełko oraz w większości przypadków pogięty koszyk przed kierownicą i "bagażnik", przedni hamulec (w miejscu, w którym powinien być tylni) i przerzutki z 3 opcjami (rzadko działające). To by było wszystko w kwestii wyposażenia dodatkowego. Sama współpraca z rowerami jest dość ciężka do opisania, równie ciężka co jazda na nich. Trzeba się przyzwyczaić, bo pierwsza jazda skutkuje wrażeniem toporności mechanizmów, co wiąże się zapewne z nierzadkimi wypadkami, a te z uszkodzeniami roweru, których naprawa też idzie na nasz koszt. Oczywiście odpowiedzialność za szkody, czy kradzież jest zrozumiała, ale trudno pojąć dlaczego ułatwia się je na każdym kroku.
Rzućmy okiem na stan rowerów.
Pojazdy są stale eksploatowane i gdyby brać sam ten proces pod uwagę to trzymają się świetnie, ale tak kolorowo nie jest. Wandalizmu u nas w mieście nie brakuje, dlatego zdarzają się rowery bez siodełek, a z wyrwaną linką, która miała je zabezpieczyć (przed zwierzętami?), zaś z przebitymi oponami znalazła się nawet cała stacja licząca 6 stanowisk zajętych. Poobijane i powyginane koszyki, niedziałające hamulce, czy przerzutki. Kiepsko, bardzo kiepsko. Jedynym plusem w tym wszystkim jest szybka w miarę reakcja firmy na zniszczenia (o ile ktoś wykona telefon), ale nie wszystkie, bowiem np. przebitą w trakcie jazdy oponę trzeba załatać w domu samemu i nie trzeba płacić za całą nową oponę, gdy wina leży po naszej stronie.
Stacje.
Jest ich 20 i w chwili pisania artykułu 2 były oznaczone statusem chwilowej awarii, natomiast 5 nie było uwzględnionych jako działające. Zaraz... Coś tu nie gra. Może chodzi o stacje nowo powstające?
Sam proces zwracania roweru jest chyba największym błędem całego przedsięwzięcia. Instrukcja jest jasna i krótka, ale nijak ma się do rzeczywistości. Zwrócenie wiąże się ze spędzeniem 15 minut na celowaniu bolcem w otwór ramy zabezpieczającej z przykładaniem karty na raz - często bez rezultatów. Zdarzają się wyjątki i zwrot następuje bezproblemowo, niemal od razu - ale raczej nie należy na to liczyć. Lista stacji dostępna jest na stronie bez konieczności logowania.















absurd tkwi w tym, że są tyle warte. Rower był robiony z tego co wiem na zamówienie (kolorystyka, wzmocniona rama, koszyk. Pewnie skośnoocy producenci wzięliby mniej wygórowaną kwotę.
Dodaj nową odpowiedź