Zeszłoroczna nagonka na dopalacze, w której rezultacie sieć została zamknięta to w mojej (i nie tylko) opinii czysty absurd i kpina. Ciężko mi zrozumieć dlaczego państwo odcina sobie jedyny kurek kontrolny dla tego rynku.
Wiadomo, szkodliwych substancji trzeba zakazywać, ale równie dobrze można by wtedy zakazać Domestosa, proszków do prania oraz wszelkiej maści leków, z których wiele można dostać od ręki, bez recepty, a działanie odurzające będzie nawet lepsze niż po zakazanych używkach. Większość uzna to za brednie, bo jak można odurzać się środkiem do czyszczenia kibli – a no pewnie można, tak samo jak klejem czy nawet płynem do płukania dróg rodnych (Tantum Rosa), który zawiera benzydaminę. Nie wiem jak, ale czy to Ace, czy inny środek – zawsze można go przecież wykorzystać w inny sposób z lepszym, bądź gorszym skutkiem. Nie trzeba nawet daleko sięgać, bo każdy z nas w domu ma herbatę, która po odpowiednim przyrządzeniu ma różne „ciekawe” skutki. A więc, zakazujemy Sagi czy Liptona?
Pojawienie się „dopów” w tak prawym kraju jak Polska było tylko kwestią czasu. Społeczeństwo palaczy kipiało odkąd zniesiono u nas ostatnie rozsądne prawa posiadania 1g marihuany na własny użytek. Cały przemysł, uprawa, handel, palenie, a nawet posiadanie zszedł do podziemia ostatecznie. To było pewne, że w końcu ktoś tę lukę wypełni w taki, czy inny sposób – i tak w 2009 roku, w Łodzi, narodził się pomysł przedstawienia zagranicznej mody polskim fanom używek.
Dopalacze czy inne sklepy naśladujące designerdrugs zza wielkiej wody miały się dobrze przez prawie 2 lata, dopóki miłościwie nam panoszący premier nie zamknął sklepów definitywnie.
No, ale zdrowie, to dlatego zostały zakazane dopalacze. Przecież ludzie umierali od tego!
Bzdura wierutna i bujda na resorach. Dopalacze nigdy nie były bezpośrednią przyczyną śmierci żadnej osoby. Przykładem dość dobrze opisanym może być 32-latek, który zmarł „w skutek zażywania dopalaczy”. Nie, to nie dopalacze go zabiły, a choroby serca. Fakt – te substancje przysłowiowo dorzuciły do ognia, ale to już nie ich wina, a wina delikwenta, który nie wiedział o problemach z własną pikawą. I tu wchodzi kwestia oburzenia w związku z zamknięciem dopalaczy, może nawet kwestia etyczna…
Fakt, że to świństwo. Fakt, że szkodliwe oraz fakt – nie powinni brać tego młodzi. Ale dorośli? Wszystko, co stworzyliśmy jest dla ludzi z wyobraźnią. Państwo zamknęło jedyny dający się w miarę kontrolować przemysł narkotykowy, w związku z czym znowu schodzi on do podziemia, a zorganizowane grupy przestępcze zacierają tylko ręce. Wszystko było opodatkowane i zatykało bardzo skutecznie, aczkolwiek powoli (ze względu na rozmiary) dziurę budżetową.
To nonsens, bo przecież narkotyki i tak nie znikną z naszego kraju ani z kuli ziemskiej i nadal będzie mógł po nie sięgnąć każdy, tak samo młodzi jak i starzy. Ale tu dochodzi nowy problem, bo nie można będzie reklamować produktu, a i płacić trzeba więcej, poza tym trzeba się kryć w bramie z jointem.















Dodaj nową odpowiedź