Cofnijmy się w czasie, jest piątek, 29 kwietnia. Włączam TV. William i Kate. Przeglądam gazety. William i Kate. Słucham radia. William i Kate. Otwieram lodówkę…mleko. Kamień spadł mi z serca.
Rozumiem brytyjskie przywiązanie do tradycji. Niech pozostanie ono jednak w mieście nad Tamizą. A przynajmniej niech polskie media nie mącą MOJEGO, OSOBISTEGO, WŁASNEGO spokoju.
Czemu nikt nie pisze o rosnącej z prędkością światła dziurze budżetowej? Lubimy odwracać uwagę obywateli od problemów państwa, lubimy.
Nie obchodzi mnie, ile kosztowała sukienka panny młodej. Nie interesuje mnie też, jak długo para mieszkała razem przed ślubem, tym bardziej nie ciekawi mnie kto bezczelnie żuł gumę w godzinę ceremonii ślubnej, przez co został zlinczowany psychicznie przez oburzone angielskie społeczeństwo.
Jest mi źle, sapię i lepię się od intensywności podniecenia naszych mediów angielskim ślubem. W ów piątek bowiem działo się wiele innych godnych uwagi rzeczy.
Żadna gazeta nie pisała o tym, że Celina P. z Matysówki pobiła rekord w jedzeniu parówek na czas. Nikt nie wspomniał o tym iż pijany Roman J. z Parchowej Dolnej pomylił sobie alkomat podany przez policjantów z butelką wódki, ochoczo przechylając jego ustnik z nadzieją, że wyciśnie przynajmniej porcję jednego porządnego kielonka.
Jak można ignorować wiadomość o tym, że Bożydar z Kąkolówki wygrał sprawę sądową przeciwko Bogu, bo Bóg zachowując się wyjątkowo nonszalancko i beztrosko nie stawił się na rozprawie? I poświęcić tę dawkę emocji na rzecz oglądania ślubu ANGIELSKIEJ pary? Dziwne.
Apeluję: zostawmy Williama i Kate.
Nawet nie ze względu na monotematyczność TV.
Ale dla ich świętego spokoju i z troski o własne zdrowie
Rzecznik Praw Osób Prześladowanych oraz Ofiar Inwigilacji
Kamila Kwiatkowska















Dodaj nową odpowiedź